26 stycznia Ogólnopolski Dzień Transplantologii

 

W minionym roku w naszym szpitalu miało miejsce około 5 pobrań narządów od zmarłych dawców. Najczęściej do przeszczepów pobierane są nerki, wątroba, serce. Najrzadziej natomiast płuca, bo przy nich mamy mocno wyśrubowane kryteria. Uratowanych żyć dzięki transplantologii mogłoby być więcej, gdybyśmy byli bardziej świadomi jako społeczeństwo. Dlatego w Dni Transplantologii o transplantologii, oświadczeniach woli i nie tylko, rozmawiamy z dr n. med. i nauk o zdrowiu Jolantą Majer – Szpitalnym Koordynatorem Przeszczepień.

 

Czym w praktyce jest praca szpitalnego koordynatora ds. transplantacji i dlaczego to właśnie ta rola jest kluczowa w całym procesie przeszczepowym?

Rola koordynatora to takie zadnie, w którym nigdy nie tracimy szansy, żeby kogoś uratować. To jest dość specyficzny moment, bo jednocześnie mamy do czynienia z porażką, która towarzyszy rozstaniu z tym pacjentem, potencjalnym dawcą. Jemu nie możemy już pomóc, ale śmierć tego pacjenta, to szansa. I tu jest ta lepsza część, która może się zdarzyć, czyli to że możemy dzięki jego organom uratować życie kilku kolejnych osób. Od tego jest właśnie koordynator transplantacyjny, który zna szpital, zna pacjentów, wie kto znajdować się może w takiej sytuacji i nie traci szansy, aby uratować kolejnych ludzi. 

 

Jak wygląda droga „od decyzji do daru życia”? – Od momentu stwierdzenia śmierci mózgu do przeszczepienia narządu u biorcy? Ważną rolę odgrywa tu czas w transplantologii, dlatego tak często mówi się, że „liczy się każda minuta”….

Jak jest decyzja to idzie i dokładamy wszelkich starań, aby szło to sprawnie i szybko. Taki koordynator jak ja nie ma określonych godzin pracy, bo rozmawiamy działamy i w godzinach nocnych i nad ranem. Ma się telefon blisko siebie 24 godziny na dobę i zawsze się go odbiera. Natomiast, od momentu kiedy pojawia się szansa na dawstwo narządów, to wtedy wszystkie ręce na pokład. Tu ogromna rola i praca anestezjologów z ich zaangażowaniem, bo to oni zgłaszają szansę i ogromna praca w przygotowaniu dawcy. My jesteśmy szpitalem, w którym dokonuje się dawstwo, ale nie jesteśmy szpitalem,  w którym przeszczepia się narządy. Stąd jest ta struktura hierarchiczna, praca u podstaw. Ja jestem koordynatorem szpitalnym, mam nad sobą koordynatora regionalnego, który działa na szczeblu województwa i na końcu jest koordynator centralny, który działa w Warszawie w Poltransplancie. I to tam są wywieszone listy najpilniejszych osób, które w pierwszej kolejności muszą otrzymać przeszczep.

 

Czy każdy szpital może być miejscem dawstwa narządów, czy potrzebne są do tego szczególne warunki i procedury?

Prawie wszystkie szpitale takim potencjałem dysponują. W jednych jest ten potencjał większy, w innych mniejszy. Potencjał zależy od struktury szpitala, od tego czy ma oddział chirurgii, intensywnej opieki medycznej, neurochirurgii, bo to tam najczęściej zdarzają się pacjenci, którzy są potencjalnymi dawcami. Musi tu zachodzić pewien warunek, ten pacjent musi być pacjentem wentylowanym. Nie może oddychać samodzielnie, za niego musi oddychać maszyna. Jaka jest dr

 

 

Umiejętność rozmowy, empatia, tego potrzeba w rozmowie z rodziną pogrążoną w bólu i żałobie. Czy namawiacie, przekonujecie do oddania narządów czy zachowujecie delikatność bez nacisków?

Zawsze rozmawiamy, to są właśnie najbardziej trudne momenty kiedy rozmawiamy z rodziną. Swoje narządy każdy kto ma zadawane pytanie o oddanie swoich organów po śmierci odpowiada tak, ale kiedy chodzi o decyzję odnośnie kogoś bliskiego, w tym momencie ta pewność już nie jest taka duża. Bywa tak, że nie zawsze udaje się przekonać rodziny. Naszą rolą jest wytłumaczenie tego wszystkiego, zbudowanie takiej szansy na to, żeby uświadomić tą osobom, że to ratowanie życia. Bardzo często jest tak, że rodzina znając swoją bliską osobę wie, że ona chciałaby pomagać innym także po śmierci, że była bardzo dobrym człowiekiem, że chciałaby taki dar złożyć. Prowadząc takie rozmowy zdarza się, że czasem udaje się doprowadzić do pobrania. Bywają takie momenty, że rodzina jest tak ciężko sparaliżowana bólem, żalem i wszystkim co towarzyszy tej najgorszej wiadomości o zgonie bliskiej osoby, że nie udaje nam się przekonać najbliższych. Chociaż względem prawa rodzina nie ma prawa decydować o zwłokach, bo w tym momencie osoba zmarła uważana jest w  świetle prawa jako wentylowane zwłoki, nie jest to już pacjent.

 

Czy pamięta Pani moment lub historię, która szczególnie zapadła w pamięć i pokazuje sens tej pracy?

Mam wiele takich wspomnień. Moja praca polega też na wymianie doświadczeń z innymi koordynatorami, uczestnictwie w konferencjach. My tam spotykamy bardzo wiele osób, które ten przeszczep otrzymały. W minionym czasie osobiście miałam taką sytuację. Zaprzyjaźniona moja rodzina, przyjaciel z dzieciństwa dostał ten dar. Dostał nerkę. Ten chłopak przez długi czas chorował, zmagał się z chorobą, był długie lata dializowany. I właśnie z życzeniami noworocznymi od jego żony dostałam informację, że Artur jest już po przeszczepie nerki w Katowicach, więc to jest dla mnie namacalny dowód realizacji tych rzeczy, tu i teraz. Nawet w obrębie naszych bliskich znajomych. To się po prostu zdarza.

 

 

Jak zmienia się świadomość społeczna Polaków w zakresie transplantologii – czy widać postęp na przestrzeni lat?

Można powiedzieć, że to działa fluktuacyjnie. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Czasem się zdarza wydarzenie, które rzutuje niekorzystnie. Ale teraz widzę taką tendencję, że rzeczywiście dojrzałość, świadomość społeczeństwa wzrasta w kontekście doceniania jak cenny jest to dar. Każdy z ludzi chciałby otrzymać taką szansę, jeżeli będzie chory, będzie w potrzebie, albo jego dziecko będzie tego potrzebować. Pewnie marzyłby o tym, żeby się zdarzyła taka sytuacja i żeby było można w ten sposób tego ukochanego człowieka ratować. Natomiast, ważna jest taka świadomość przełożenia i zamiany tych ról, gdyby to dawstwo dotyczyło mnie, mojej rodziny, czy byłbym wówczas za. Istnieją takie formularze, takie oświadczenia woli, które można uzupełnić, podpisać – w razie zgonu chciałbym, żeby moje organy posłużyły ratowaniu innej osoby. Ważne żebyśmy rozmawiali w rodzinach na ten temat, żebyśmy znali myśli i oczekiwania naszych najbliższych i ich stanowisko wobec transplantacji.

 

 

 

Co powiedziałaby Pani osobom, które wahają się, czy wyrazić zgodę na bycie dawcą narządów? Jakie jedno przesłanie dotyczące transplantologii chciałaby Pani dziś przekazać społeczeństwu?

Myślę, że to dobry dzień, aby każdy z nas zastanowił się, ocenił co ja na ten temat myślę i czym mam taką gotowość. Powiedzieć rodzinie, jaka jest moje wola, gdyby taka sytuacja zaistniała. Czyli, że chciałabym/chciał, żeby moje narządy, kiedy nie da się mnie już uratować, to żeby to służyło i ratowało inne osoby.